Patronat:

Otwarte Klatki

Czuliście się kiedyś jak ziarenko piasku na ogromnej, bezkresnej pustyni? Kiedy otacza was taki bezmiar i, wydawałoby się, nieskończoność, szanse, że ktoś zauważy właśnie was i pochyli się nad waszym losem są raczej znikome.

Ja nigdy nie byłem na pustyni. Nigdy nawet nie widziałem słońca. Podobno jest duże i ciepłe. Jak mama – kwoka. Tak je sobie wyobrażam.

Jestem kurczakiem, tak zwanym brojlerem, czyli „rasą mięsną”. Jedną z tych istot, których życie tu, na ziemi okupione jest największym cierpieniem. Nie dlatego, że „tak było od zawsze” czy „tak stworzyła mnie natura”, nie z powodu „zrządzenia losu” ani „pecha”. Całkiem niedawno zostałem wymyślony przez człowieka i żyję, żeby zaspokajać jego potrzeby.

Powołuje się nas na świat „na skalę przemysłową”. Wiecie, co to znaczy? Zamknijcie na chwilę oczy i wyobraźcie sobie ponad miliard kurczaków. Tyle ptasich istnień takich jak ja każdego roku ginie tylko w Polsce. Nie mieszczą się pod powiekami, prawda? Zresztą, część z was pewnie i tak otworzyła już szeroko oczy ze zdumienia. Teraz rozumiecie, dlaczego myśląc o moim losie mam przed oczami bezkresną pustynię? Ponad miliard ptaków, których życie zostało zredukowane przez ludzi do dostarczania udek, skrzydełek i piersi z kurczaka to prawdziwy bezmiar. Jesteśmy jak ziarenka piasku, niemal niedostrzegalne gołym okiem. Tymczasem w moich brojlerowych piersiach, pod skrzydłami bije serce. Dla mnie wyjątkowe, jedyne jakie mam. I w tym tłumie bardzo, bardzo samotne.

Zastanawiałem się czy to w ogóle możliwe, żeby brojler stał się bohaterem bajki. Samo pytanie brzmi dość osobliwie i nie wiem czy ktoś przede mną kiedykolwiek je sobie zadał. Ale to chyba ważne – zadawać nietuzinkowe pytania, bo mogą prowadzić do równie nietuzinkowych odpowiedzi. Im dłużej główkowałem, tym trema stawała się większa. Wiecie, nie mam wprawy w opowiadaniu o sobie. Zwykle nikt nie pyta mnie o zdanie, w żadnej sprawie. Jednak postanowiłem spróbować. Skoro w moim własnym życiu nie mogę grać pierwszoplanowej roli, tu, w bajce zobaczę, jak to jest być głównym bohaterem. A musicie wiedzieć, że moje życie to nie bajka.

Zanim trafię na sklepową półkę z napisem „drób”, na talerze i do garnków – żyję. Jednak moje życie toczy się według ludzkiego pomysłu i scenariusza. Co to dla mnie oznacza? Między innymi spędzanie dni i nocy w zamkniętej hali, gdzie nie ma dostępu do światła słonecznego i świeżego powietrza. Jest za to bezustanny ścisk. Nigdy nie zobaczę nieba, nie będę chodził po trawie, nie będę robić tego, co leży w mojej ptasiej naturze – mogę zapomnieć o piaskowych kąpielach czy grzebaniu w ziemi. Choć kury dożywają nawet dziesięciu lat, ja żyję tylko sześć tygodni, po czym znikam – bez śladu. Miejsce w hali bez okien, która teraz jest dla mnie jedynym domem wypełnią kolejne brojlery. „Produkcja” trwa bezustannie. Celem jest maksymalizacja zysków i minimalizacja kosztów. Jakość mojego życia nie jest uwzględniana w tej kalkulacji. Bo jak policzyć czyjś lęk, ból i niedolę? Czy da się je zmierzyć, odliczyć, wypłacić? Nie znam się na rachunkach, jestem tylko kurczakiem, ale serce podpowiada mi, że to rzeczy, których nie da się oszacować.

Na szczęście coraz więcej i głośniej mówi się o naszym cierpieniu. Dzięki ludziom z organizacji takich jak Otwarte Klatki informacje o tym, jak żyjemy, w przeciwieństwie do nas samych, mają szansę ujrzeć światło dzienne.

Wiem, że utknąłem tu na dobre. Jednak człowiek uwięził mnie nie tylko w tej hali, ale przede wszystkim w moim własnym ciele, z którego nie mogę się przecież wydostać. Kurczaki takie jak ja nienaturalnie szybko przybierają na wadze. Jak informują Otwarte Klatki, „gdyby ludzie rośli w tym tempie, pięcioletnie dziecko ważyłoby 150 kilogramów”. 150 kilogramów, wyobrażacie sobie? Przez ten przyrost masy ciągle imają się mnie jakieś choroby. Mam trudności z poruszaniem się. To przykre, ale nawet, gdyby wśród was znalazł się ktoś, kto chciałby uratować mnie z tego miejsca, moje życie nie trwałoby długo.

Stoję tu, rozglądam się wokół, czasem ze zdziwieniem zamrugam, nerwowo zatrzepoczę skrzydłami. To wszystko, co mogę zrobić. Staję się coraz cięższy. Jednak tego ciężaru, który doskwiera mi najbardziej nie da się zważyć i sprzedać w sklepie. Prawdziwy ciężar – ten, który z czasem staje się nie do zniesienia, czuję w moim ptasim sercu. To ono z każdym kolejnym dniem mojego życia coraz dotkliwiej wypełnia się lękiem i bezsilnością. Wokół mnie robi się coraz bardziej tłoczno i duszno. Wiem, że nie mogę uciec.

To, że teraz słyszycie mój głos w zasadzie nie miało prawa się zdarzyć. W tak dużym tłumie, zamęcie i zgiełku pojedyncze istnienie często przestaje się liczyć. A jednak! Idąc za głosem serca, które tak bardzo tęskni za życzliwą obecnością, próbuję wyobrazić sobie, że przez te kilka minut kiedy spotykamy się w mojej opowieści, jesteście tu ze mną. Robi się ciszej, spokojniej. Siedzimy razem w kąciku, w hali bez okien i przyglądamy się sobie. Patrzycie na mnie. Niezgrabnie podchodzę bliżej, zaciekawiony, żeby już za moment dać się pogłaskać. Ludzka delikatność, wrażliwość i czułość, jakimi dzielicie się ze mną to coś, czego mogę doświadczyć tylko ten jeden, jedyny raz w moim krótkim życiu. I to właśnie dzięki wam. A musicie wiedzieć, że to ogromna siła, która pomaga przetrwać najczarniejsze chwile i sprawia, że ciężar wypełniający moje serce topnieje, znika. Pamiętam, że kiedy przyszedłem na świat czułem podobną, niezwykłą lekkość. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, co mnie czeka i dokąd trafię. Nie byłem świadomy, od kogo i czego zależy mój los. Tam, w przeszłości, przez ten moment, byłem wolny. Tak jak teraz, kiedy mogę wtulić się w wasze ramiona i usłyszeć jak biją nasze serca – moje, ptasie i wasze, ludzkie. Pełne miłości i nadziei na lepszą przyszłość dla wszystkich stworzeń.

Na pożegnanie chciałbym zdradzić wam swoje imię, ale tutaj nikt mi go nie nadał. Do tej pory nikt nigdy nie usiadł obok mnie, nie zaciekawił się tym, jak żyję i co czuję. Mam pomysł! Gdyby każdy z was wyobraził sobie kurczaka takiego jak ja i spróbował wymyślić dla mnie imię, miałbym szansę już nigdy nie zniknąć w anonimowej brojlerowej masie. Macie już jakieś propozycje? Może przedyskutujcie je między sobą albo z rodzicami?

Pamiętajcie, że w waszej wrażliwości na inne istoty, choćby pozornie „zwykłe brojlery”, kryje się magiczna moc. Podobnie jak w codziennych decyzjach – waszych i waszych rodziców. Wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego są kawałkiem czyjegoś życia. Warto być tego świadomym i dokonywać wyborów uwzględniających dobro nie tylko jednego gatunku. To może odmienić los wielu stworzeń. Porozmawiajcie o tym z dorosłymi. I nie obawiajcie się zadawać nietuzinkowych pytań.

Zwierzęta nie są produktami ani fabrykami istniejącymi na ludzkie potrzeby. Miliardy ptasich serc na całym świecie biją na alarm. Wśród nich jestem i ja. 💚