Konsultacje merytoryczne:

dr n. wet. Magdalena Kalwas – Śliwińska

Patronat:

Stowarzyszenie Mopsy w Potrzebie

dla Chałki

Czy mopsik może prowadzić swój własny dziennik? Chyba tylko w bajkach. Wiecie, w bajkach zwierzaki mogą robić w zasadzie wszystko. Jednak zapiski w moim dzienniku różnią się od przekazów, jakie znacie z innych opowieści o mopsikowych bohaterach.

Jestem Gustaw i chciałbym, żeby moja historia pomogła wam zrozumieć, czym jest PRAWDZIWE mopsie życie. Umówmy się, dzieci warto traktować serio. I mówić prawdę. Usiądźcie więc wygodnie, zaproście dorosłych do wspólnej lektury i poznajcie kawałek mojego świata. Świata dość osobliwego, który od środka wygląda zupełnie inaczej niż mogłoby się wydawać.Nie zdziwi was zapewne, że raczej nie jestem typem skowronka. Oczywiście, poranny spacer to podstawa, ale po powrocie często jak bumerang wracam do miękkiej pościeli. Łóżko w ogóle ma magiczną moc przyciągania. Pewnie sami wiecie, jak to działa, kiedy jesteście zmęczeni i senni. Ja często tak właśnie się czuję. A to między innymi za sprawą mojej anatomii, czyli budowy mojego ciałka. Ale o tym za chwilę. Wróćmy do miejsca, do którego mopsiki wracać lubią najbardziej, czyli na puszystą kołderkę. Zwykle leżę tam sobie po śniadanku, wszystkie moce koncentrując na trawieniu posiłku. Przekręcam się wtedy leniwie z boczku na boczek. Często posapuję podczas tych akrobacji. W ogóle posapywanie, pochrumkiwanie, pocharkiwanie i chrapanie to, niestety, mój chlebek powszedni. I wiecie, co zdarza mi się słyszeć? „Ale to słodkie!”, „O rany, on jest jak mały prosiaczek!”. Przyznam, że nie mieści się to w mojej mopsiej główce. Przecież wydaję z siebie takie dźwięki nie dlatego, że mam na to ochotę czy chcę zrobić na kimś wrażenie, a dlatego, że trudno mi złapać oddech!

Jesteście zaskoczeni? Przecież wy też czasem chrapiecie, na przykład kiedy macie katar. Pamiętacie, jak trudno się wtedy oddycha i jakie to męczące? Wyobraźcie sobie, że wtedy ludzie pochylają się nad wami i zamiast zauważyć, że macie problem, powtarzają: „Ojej, to jest urocze!”. Mówię wam, uszka opadają z bezsilności.

Przyczyną moich problemów z oddychaniem jest wspomniana anatomia, w tym mój płaski, krótki pyszczek zwany kufą i krótka szyja. To w ogóle moja zmora. Niektórzy mówią, że jeśli nie miałbym takiej płaskiej mordki, nie byłbym mopsem. I wiecie co? Nie żałowałbym tego. Szczerze mówiąc, zamieniłbym się chętnie z niejednym kundelkiem, ale nie zaproponowano mi takiego wyboru. Mój pyszczek jest płaski dlatego, że tak kiedyś postanowił człowiek. Uznał to za zaletę i z pokolenia na pokolenie mordki moich przodków „wypłaszczały się”. To się nazywa rasy „bra-chy-ce-fa-li-czne”, inaczej „krótkoczaszkowe”. Trudna nazwa, ale warto ją zapamiętać. Sprawdźcie koniecznie, jakie jeszcze rasy należą do tej naszej nieszczęsnej grupy, bo poza mopsami jest ich całkiem sporo!

Powiem wam, że niezły to ambaras, te ludzkie zachcianki. Z zewnątrz widać moją pocieszną buźkę, ale problemów z tchawicą, krtanią czy podniebieniem miękkim już nie. W mojej mopsiej mordce jest za mało miejsca, żeby wszystko działało jak trzeba. Czasami mam wrażenie jakbym oddychał przez słomkę! Że o maleńkich dziurkach w nosie nie wspomnę. To koszmar, zwłaszcza podczas upałów. Moi opiekunowie zafundowali mi już specjalny zabieg, żeby tam w środku co nieco poprawić. Jestem im wdzięczny, bo teraz czuję się trochę lepiej, ale zabiegi weterynaryjne nie są tym, co mopsiki lubią najbardziej.

Nie przepadam też za czyszczeniem i pielęgnacją, ale bez tego byłoby krucho. Ząbki, uszka, oczka, pazurki – wiadomo, ale jeszcze te fałdki skóry na moim pyszczku! Należy je starannie czyścić, bo w przeciwnym razie mogą powstawać tam bolesne odparzenia. Podobno to świetne środowisko dla rozwoju bakterii i grzybów. Fuj! Nadmiar skóry to nie wygrana na loterii.

„Zobacz, jakie ma wielkie oczka!”, „Wygląda jak żabka!” – oto kolejne wyrazy zachwytu nad moją mopsią facjatką. Dacie wiarę? Słyszę je często od sąsiadów. Wszyscy mnie tutaj, na moim osiedlu znają. Często mnie głaszczą i uśmiechają się do mnie. Ja też bardzo ich lubię i z każdym chciałbym się zaprzyjaźnić. Jednak wolałbym patrzeć na nich oczkami mniej narażonymi na kontuzje i podrażnienia. Niestety, oto kolejne „uroki mopsiej urody”.

Ale słuchajcie, to jeszcze nie koniec. Sprawa jest dość krępująca, choć zwykle szeroko komentowana, więc nie sposób pominąć ją w moim dzienniku. Wyobraźnie sobie taką sytuację – odwiedzają nas goście, siedzimy sobie w salonie. Ja wyleguję się dumnie niczym sfinks na oparciu kanapy, reprezentując godnie naszą familię. Aż tu nagle zaczyna boleć mnie brzuch. Niespodziewanie wszyscy zatykają nosy i wybuchają gromkim śmiechem, patrząc prosto na mnie. Oczywiście, kolejny raz gazy powstałe w moich jelitkach przypomniały światu o swoim niepachnącym fiołkami istnieniu. Przyznam, że nie jest mi wtedy do śmiechu. Pamiętam, że kiedy byłem mały kilka ładnych tygodni moim opiekunom zajęło znalezienie dla mnie odpowiedniej karmy, po której mój brzuch nie płata takich figli. Przynajmniej nie na okrągło. Generalnie, jedzenie to moja wielka pasja. Jestem smakoszem potraw wszelakich, jednak moi opiekunowie uważają na to, co jem. Wrażliwy brzuszek to jedno, ale mam też skłonności do szybkiego przybierania na wadze, co dodatkowo obciąża moje – jak już wiecie – nie najmocniejsze ciałko. Dlatego, mimo że często się złoszczę i kombinuję, jak by tu „ugrać” te kilka smaczków więcej, doceniam starania moich opiekunów, próbujących poskromić ten „wilczy apetyt”. Swoją drogą, czasami przed zaśnięciem wyobrażam sobie, że jestem do mojego wilczego przodka całkiem podobny. Ale niestety, wiem, że to tylko miraże i mrzonki.

Zejdźmy więc na ziemię, bo chciałbym podzielić się z wami jeszcze jedną sceną z mojego życia, takim wspomnieniem. Podczas popołudniowego spacerku natrafiliśmy wczoraj z moim opiekunem na grupkę rozbawionych kundelków. Ponieważ jestem otwarty na nowe znajomości, po uprzednim potwierdzeniu, że mogę dołączyć do zabawy, chętnie do nich podbiegłem. Obwąchiwaniu i merdaniu ogonkami nie było końca. W pewnym momencie jeden z opiekunów rzucił piłeczkę, za którą moi kompani skwapliwie pobiegli. I ja biegłem co sił w moich krótkich łapkach, podkuliłem nawet trochę uszka, nabierając nieco bardziej aerodynamicznych kształtów, ale mimo starań wszyscy byli szybsi ode mnie. Biegli z taką łatwością, oddychali głęboko. Przystanąłem. Musiałem usiąść, nie mogłem złapać tchu. Wystraszyłem się, bo wiem, że to nie przelewki. Przy dużym wysiłku mogę nawet zemdleć! Patrzyłem na nich i czułem smutek. Chciałem zapłakać, ale moje duże oczy zwykle nie ronią łez w takich momentach. Smucę się po swojemu. Przecież nie jestem człowiekiem. W głębi serca jestem psem – tym, który radośnie biegnie za piłką, nie zważając na duszności. Jednak w tamtym momencie moje serce waliło jak młotem i podpowiadało tylko jedno – że muszę odpocząć.

Niełatwo pisać o mopsich tęsknotach. Zwykle jestem radosny, jednak chcę, żebyście wiedzieli, że bycie mopsem to nie bułka z zakazanym masłem (uwaga: dieta!) ani nawet nie smaczek. To ukłucie w sercu, kiedy patrzę na inne psy i moje ciałko nie pozwala mi poczuć się jednym z nich.

Opisałem tu zaledwie kilka przykładów z długiej listy mopsich przypadłości. Oczywiście, każdy mops jest inny i może zmagać się z różnymi trudnościami. Ale wiecie co? Obok mojej wielkiej sympatii do ludzi, jest we mnie sporo złości na to, że człowiek „wymyślił nas” dla swojej uciechy, nie zważając na jakość naszego życia. Ja mam to szczęście, że trafiłem na troskliwych opiekunów, którzy swój czas i środki (dobrze, że nie umiem liczyć, to przynajmniej tym nie muszę się przejmować) poświęcają na to, żeby dbać o mnie najlepiej jak potrafią. A taka opieka jest trudna i wymagająca. Wiem, że zdarza się, że mopsy są porzucane, nie mają kochających rodzin i zupełnie nie radzą sobie z bezdomnością. Na pomoc przychodzą im organizacje takie jak Stowarzyszenie Mopsy w Potrzebie, które ratują im życie.

Mam nadzieję, że nasza populacja – przedstawicieli nie tylko mopsów, ale wszystkich ras brachycefalicznych – nie będzie rosła. Myślę, że ludzie powinni zrozumieć, że nie ma nic „słodkiego” w cudzym cierpieniu i „moda na rasę” nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza kiedy w schroniskach wciąż jest tak wiele niechcianych, wspaniałych psów czekających na nowe domy. Oczywiście, psom wszystkich ras, i tym nierasowym także, przytrafiają się różne choroby. Każdy z nich chce być kochany i mieć dobrą opiekę. Decyzja o przyjęciu do rodziny czworonoga powinna więc być rozsądna i dobrze przemyślana.

Pamiętajcie, zwierzaki czują ból. I czują emocje. Nie jesteśmy zabawkami. Mamy swoje rozterki, przypadłości, zmartwienia. Dlatego chcę, żebyście zobaczyli, jaki jestem – nie tylko na koszulkach, teczkach czy zeszytach. Tam mnie nie znajdziecie. To tylko „dobra zabawa”, która ma niewiele wspólnego z mopsim życiem. Bo kiedy wydaje się, że otwierając szeroko buzię uśmiecham się do was, może właśnie próbuję złapać kolejny oddech.

Dziękuję, że mnie wysłuchaliście! Mój niewielki, ale jednak psi nosek podpowiada mi, że wspólnymi siłami, dzięki waszym wrażliwym sercom i mądrym wyborom, wyniknie z tego dużo dobra. ❤

Łapa! 🐾

***

Kolejne opowieści z cyklu: „Zobacz, jaki jestem” pojawią się już niebawem! 🥰