Patronat:

Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!

Podróże z Pazurem

Zdarzyło wam się czuć na plecach dotkliwy ciężar cudzych oczekiwań? Taki, pod którym uginały się kolana? I w dodatku taki, którego nigdy nie obiecywaliście dźwigać, a mimo to ktoś wymagał od was, żebyście nosili go „dzielnie i bez marudzenia”? Czasem chodzi o świetne wyniki w szkole, sprawność w jakiejś dziedzinie sportu, osiągnięcia, sukcesy. Innym razem o bycie stale grzecznym, zaradnym, uczynnym czy w ogóle „jakimś”.

Przykłady można mnożyć, bo
nieskończenie wiele jest ludzkich pomysłów na cudze życie.

Mnie, niestety, obsadza się w wielu rolach nieleżących w mojej naturze. Spotykam osoby, które patrząc na mnie widzą środek transportu, turystyczną i cyrkową atrakcję, amulety i figurki wykonane z moich kości – koniecznie z trąbą do góry. A może ja wcale nie chcę tej trąby podnosić? Może nie teraz, może innym razem?

Chciałabym móc decydować o tym, jak żyję i szukać własnego szczęścia tam,
gdzie nie sięgają ludzkie zachcianki.

W gąszczu liter i znaków zauważyliście już pewnie moją trąbę. Jak część z was może się domyślać, jestem słoniem, a właściwie słonicą indyjską. Wszystkie słonie, również te mające nieco większe gabaryty, żyjące w Afryce zagrożone są wyginięciem. Jest nas niewiele, coraz mniej i istnieje ryzyko, że nie przetrwamy. Choć trudno w to uwierzyć, największe zagrożenie stanowi dla nas człowiek.

Kiedyś my, słonie mieliśmy do dyspozycji rozległe tereny w różnych częściach świata. Niestety, coraz więcej z nich ludzie zagospodarowują na własne potrzeby, przez co nasze miejsce do życia kurczy się. Niełatwo nam się w tym odnaleźć i „zmieścić”. Wszystko dzieje się zbyt szybko, żebyśmy zdążyli do tych zmian przywyknąć. Czasami wędrując naszymi szlakami niszczymy uprawy i ludzie złoszczą się na nas. Dochodzi wtedy do konfliktów, w których słonie nierzadko tracą życie. To smutne, że część z nas ginie na znajomych ścieżkach, nie rozumiejąc, komu i czym zawinili. 

A przecież jesteśmy pożyteczne. Dużo jemy i tym samym produkujemy sporo odchodów, które użyźniają glebę i pomagają rozsiewać się roślinom. Z naszych leśnych korytarzy korzystają przedstawiciele innych gatunków. Zachodzę w głowę, jak to jest, że ludzie potrafiący dokonywać wielkich odkryć, a nawet latać na księżyc, nie są w stanie wymyślić, w jaki sposób skutecznie chronić zagrożone gatunki i czerpać z przyrody, nie dewastując jej.

Przecież gra toczy się o naszą wspólną przyszłość!

Kto wie, może wy kiedyś znajdziecie dobre rozwiązania i wcielicie je w życie?

Tymczasem już teraz codzienne decyzje – wasze i waszych rodziców – mogą przyczyniać się do zmian na lepsze. Wiecie, że istnieje coś takiego jak „zrównoważone uprawy”, w ramach których ludzie próbują ograniczać swój wpływ na środowisko? Produkty pochodzące z takich odpowiedzialnych źródeł oznaczone są specjalnymi certyfikatami. Poczytajcie o tym z rodzicami i zwróćcie na to uwagę, robiąc zakupy. Jeśli w ogóle potrzebujecie się na te zakupy wybierać.

Bo coraz mniejsza przestrzeń do życia to nie jedyny problem, z jakim przychodzi nam się mierzyć. Masa zwierząt na całym świecie, również tych żyjących głęboko pod wodą, zmaga się z rosnącym zanieczyszczeniem środowiska. Tony śmieci, w tym plastiku zmieniają nasze domy w wysypiska. Nie wiemy, jak sobie  z tym poradzić, nie potrafimy się przed tym obronić. Pomyślcie więc o nas zanim sięgnięcie po kolejny przedmiot – gadżet, zabawkę, ubranie. Czy następna, nowa rzecz jest wam naprawdę potrzebna? Może dzięki temu, że jej nie kupicie gdzieś na świecie jakiś słoń odetchnie z ulgą. 

Każda zakupowa decyzja zostawia swój ślad tu, na ziemi.
Niestety, niewiele osób bierze to pod uwagę.

Relacje człowiek – słoń w ogóle nie należą do łatwych. Wróćmy na przykład do tematu szczęścia. Jak się wydaje, to coś, do czego chce się uśmiechać. Zaznaczmy, że nie ma ono nic wspólnego z moją trąbą. Po prostu dajmy jej spokój. Mi szczęście kojarzy się z czasem wśród bliskich, zdrowiem, zabawą, zielonym jedzonkiem i dobrym samopoczuciem. Wyobrażam sobie czystą, spokojną rzekę, nad którą odpoczywa stado wolnych słoni. Polewanie się wodą, tarzanie w błotku, delikatne wachlowanie uszami i leniwe merdanie ogonkiem. Z dala od człowieczych oczu i uszu. A wy, jak opisalibyście swoje szczęście? Pomyślcie o tym w wolnej chwili, może podyskutujcie z rodzicami. Dla każdego znaczy ono pewnie coś innego, ale byłoby wspaniale, gdyby było czymś, co łączy, a nie dzieli. I nie jest okupione niczyim cierpieniem.  

Niestety, dla wielu z nas ludzka pogoń za szczęściem oznacza niewolę albo nawet koniec życia. Jak to możliwe? Otóż są osoby, które nadal wierzą, że niektóre części ciała słonia mają magiczne własności. Wyobrażacie sobie? Któryś z nas musi zginąć z rąk kłusownika, żeby gdzieś na świecie ktoś mógł ściskać w dłoniach amulet wykonany z naszych ciosów albo chwalić się innym przedmiotem zrobionym z kości słoniowej.

Czasami zdarza się tak, że słoniątka wyłapywane są przez osoby, które sprzedają je później, na przykład do cyrków. Bezpieczne miejsce nad rzeką w jednej chwili zmienia się w ciasną klatkę, z której nie sposób uciec. Tęsknota za mamą, strach, ból, tysiące kilometrów w drodze, w którą żaden z tych małych słoni nie chciał wyruszyć to dla wielu z nas zaledwie początek nowego, smutnego życia.

Cyrk, w którym „występują zwierzęta” nie jest miejscem pełnym uśmiechu i dobrej zabawy.
Przeciwnie, pełno tam lęku i cierpienia.

Ludzie kupują bilety na przedstawienie, ale to zwierzęta płacą najwyższą cenę, poświęcając życie i zdrowie czemuś, czego nigdy nie powinny robić. Wierzcie mi, żaden słoń z własnej woli nie wykonałby „cyrkowej sztuczki”. Nie czerpiemy z tego przyjemności. Robimy to, żeby przetrwać w niezrozumiałym dla nas świecie stworzonym przez człowieka. Jeśli leży wam na sercu nasze dobro, nie warto temu przyklaskiwać.  

Ja na szczęście zdążyłam się przekonać, że są również ludzie, którzy dbają o zwierzęta, szanują je i potrafią cieszyć się życiem, nie odbierając go innym. Niektórzy starają się podróżować, biorąc pod uwagę dobro naszej planety, czego przykładem są „Podróże z Pazurem”. Iza i Piotr pewnego dnia adoptowali ze schroniska psa, Snupiego i razem z nim ruszyli w świat. Tak Snupi ze schroniskowej klatki dotarł do dorzeczy Amazonki. Od Izy i Piotra usłyszeć można wiele ciekawych historii – nie tylko o niezwykłych przygodach, ale też o tym, jak złożony i różnorodny jest świat, z jakimi problemami boryka się przyroda i jak wpływają na nią codzienne ludzkie decyzje. Obcując z ludźmi, poznałam też osoby, które działają w międzynarodowych organizacjach i swoją codzienną pracą pomagają zwierzętom. Jedną z takich organizacji jest Fundacja Viva!, która prowadzi wiele ważnych działań na naszą rzecz, w tym kampanię „Cyrk bez zwierząt”. Bardzo im za to dziękuję!

Ludzie ulegają czasem złudzeniu, że niedźwiadek, lew czy słoń wykonujący „zabawne sztuczki”, małpka pozująca do zdjęcia, ptaszek śpiewający w klatce albo tygrys, którego można śmiało przytulić są radosne i cieszą się kiedy obcują z człowiekiem. Nic bardziej mylnego. Niestety, lista przykładów zwierzęcej udręki jest długa.

Jeśli kiedyś, w czasie wakacji, w podróży ktoś zaproponuje wam przejażdżkę na słoniu, pamiętajcie, że nie jest to niewinna rozrywka ani wspaniała okazja do kontaktu ze słodkim zwierzakiem.

Słonie nie są stworzone do tego, żeby dźwigać ludzi na swoim grzbiecie. Wiele osób o tym nie wie i z chęci poobcowania z nami fundują sobie taką „przyjemność”. Jednak ta chwila pozornej uciechy okupiona jest naszym cierpieniem, ciężką tresurą i bólem. Miejsce dzikich zwierząt jest w naturze, z dala od ludzkich uciech.

Zwierzęta nie przychodzą na świat po to, żeby dostarczać człowiekowi przyjemności. Ja sama spędziłam długie lata wożąc turystów na moim grzbiecie i z bólem wspominam ten ponury czas. Czułam się tak jakby ktoś wymyślił za mnie moje życie i zaczął stawiać warunki, jakie muszę spełnić, żeby przetrwać. Skazano mnie na niewolę, daleko od domu i każdego dnia narażano na stres, każąc robić coś, do czego nie byłam zdolna i czego nie rozumiałam. To były długie godziny, dni, miesiące i lata pełne bezsilności, tresurą wykutej w moim ciężkim sercu. Po czasie daremnego buntu i sprzeciwu przyszła chwila, w której moje serce po prostu pękło, poddało się i można było zacząć kształtować je według ludzkiego pomysłu. Jednocześnie, był to moment, w którym na zawsze straciłam kawałek siebie. Czy to cena, którą warto płacić za przejażdżkę podczas wakacyjnej podróży? Sami oceńcie.

Teraz jestem bezpieczna. Mieszkam w miejscu zwanym azylem, gdzie znalazłam swoją przystań, schronienie. Tutaj nikt nie bije mi brawa, nie wznosi wiwatów ani gromkich okrzyków na moją cześć. Nikt nie robi mi zdjęć, nie podziwia. I wiecie co? Dla mnie to olbrzymia ulga, bo nie lubię tego i nie potrzebuję niczyich zachwytów. Spędzam tu spokojną starość i powoli sklejam spękane serce, chociaż wiem, że tego, co zgasło w nim lata temu nie da się odzyskać.

Po tak długim czasie spędzonym wśród ludzi, po surowej tresurze nie poradziłbym sobie na wolności. W moich oczach nie ma już dawnego blasku. Czasami kiedy zasypiam szukam go gdzieś pod powiekami. Wtedy tęsknię za dalekimi wędrówkami i moim stadem znad rzeki, za moją rodziną, do której nigdy już nie będę mogła wrócić. 

My, dzikie zwierzęta nie chcemy nosić na swoich grzbietach cudzego szczęścia.
To nie nasza odpowiedzialność, nie nasze zobowiązanie.

Nie jesteśmy amuletami, trofeami, produktami, środkami transportu ani maskotkami do zdjęć i przytulania. Nie chcemy robić sztuczek, tańczyć, pozować i zakładać śmiesznych strojów. Bo świat nie jest taki, jakim wymyślił go człowiek. Jest znacznie ciekawszy. I w tym wspólnym świecie chcemy żyć – po prostu, po swojemu. Biegać, skakać, pływać, latać, wyć, węszyć, drapać, kopać, ryć i robić to, czego zew czujemy w naszej krwi. Mamy własne potrzeby – inne niż wasze, ludzkie – które warto znać, 
respektować i chronić. 

Tak, żebyśmy mogli współistnieć w różnorodnym świecie, pełnym magii i woli życia.  💚